niedziela, 20 października 2013

Wilk jest dziki, wilk jest zły


Już od pierwszych zapowiedzi wiedziałem, że będzie to coś dla mnie. Duszny klimat, błogosławieństwo komiksów z serii Fables autorstwa Billa Willinghama i mechanika The Walking Dead skupiająca się przede wszystkim na opowiadaniu historii, nie gameplayu.

Czy takie podejście ma sens w segmencie gier to temat na szerszą dyskusję i trochę szkoda, że przez ostatnie tygodnie jako przykład gry filmu wymienia się Beyond: Dwie Dusze i Heavy Rain zapominając o świeżutkim pierwszym epizodzie The Wolf Among Us jak i ich poprzednim tytule nie ustępującym w niczym puszczanemu na FOX serialowi.



Studio Telltale Games wyraźnie idzie za ciosem i wychodzi z założenia, że jeśli coś raz potrafiło osiągnąć nadspodziewany sukces to po wyeliminowaniu najbardziej uciążliwych wad i zaprezentowaniu całkiem nowej historii w innym uniwersum nie powinno być inaczej. Nie chcę rokować w ciemno bo mam za sobą dopiero pierwszy epizod, a następne dopiero przed nami, ale jeśli twórcy utrzymają wysoki (a ten w pierwszym epizodzie jest nawet bardzo wysoki, lecz o tym za chwilę) poziom powinniśmy być zadowoleni. No więc z czym mamy w ogóle do czynienia?



Jak mówiłem gra bazuje na licencji komiksu więc jeśli go czytałeś i się tobie podobał, z historii na pewno będziesz zadowolony podwójnie. Nasz protagonista to Bigby Wolf – znany dzieciom od przedszkola Zły Wilk co zdmuchnął świnkom domek i zjadł babcię Czerwonego Kapturka. Wraz z innymi baśniowymi postaciami, na wskutek przymusowej ucieczki ze świata baśni i legend, musi ukrywać się w Fabletown - dzielnicy Nowego Jorku której jest szeryfem i na której czele stoi Ichabod Crane.

Główny bohater chociaż nie ma złych intencji i po prostu wykonuje swoją pracę nie jest darzony zbytnim uwielbieniem czy chociażby sympatią przez innych mieszkańców Fabletown. Czy wynika to z jego niezbyt przyjaznego wyglądu, znanej nam wszystkim przeszłości czy jeszcze czego innego – póki co nie wiemy.



Przygoda rozpoczyna się od razu z grubej rury, kiedy to musimy pomóc uratować prostytutkę o imieniu Faith z rąk jej oprawcy, a napięcie stopniowo zwalnia aby w odpowiednich momentach znów przyspieszać. Niestety ratunek okazuje się nieskuteczny ponieważ niedługo po całym zdarzeniu Królewna Śnieżka wzywa nas na miejsce zbrodni gdzie odnajdujemy głowę uratowanej dziewczyny. W tym momencie rozpoczyna się pełne utrudnień i niedogodności (podsycanych pojawiającymi się na każdym kroku podejrzanymi) śledztwo, a nasza w tym głowa (hehe) żeby znaleźć prawdziwego mordercę. Więcej nie zdradzę.



Jak pisałem wyżej, The Wolf Among Us to przede wszystkim fabuła. Ona jest tutaj motorem napędowym i to dla poznawania historii w ogóle warto w to grać. Tak samo jak The Walking Dead (wiecie że nie obejdzie się bez porównań) nie jest to typowa przygodówka. Już od pierwszego epizodu czuć, że ważniejszym elementem niż szukanie poszlak i rozwiązywanie zagadek są dialogi z licznymi postaciami które na pewno bliżej poznamy później. Elementy zręcznościowe oczywiście także się pojawiają, ale nie wymagają większych umiejętności niż lepszy od szachistów refleks.

Wróćmy jeszcze na chwilkę do postaci. Bardzo spodobało mi się, że już od pierwszego odcinka mnie one zaintrygowały. Mają swoje problemy, własne charaktery, po prostu ma się to silne i przyjemne poczucie dobrego startu. W TWD na rozwój i przywiązanie się do postaci musieliśmy trochę poczekać (stwierdzam, nie narzekam), tutaj intrygują od pierwszych minut. Jeżeli twórcy dobrze to rozwiną może wyjść z tego nawet najmocniejszy element produkcji. Jestem też pewien, iż bohaterowie którzy przewinęli się przez pierwszy epizod to dopiero wierzchołek góry lodowej, a studio jeszcze nas zaskoczy.



Osobiście miałem dużą nadzieję, iż panowie z Telltale wezmą sobie do serca jedną z najbardziej uciążliwych wad The Walkuing Dead czyli konsekwencje wyborów. A raczej ich brak. Cóż, pierwszy epizod to trochę zbyt wcześnie aby mówić jak to się rozwinie, ale póki co pojawił się bodajże jeden wybór który powinien (co nie znaczy, iż tak będzie) znacząco wpłynąć na dalszą rozgrywkę. Ja jestem dobrej myśli, nie ma co być czarnowidzem, gorzej jeśli moje obawy jednak się spełnią.

Strona techniczna to niebywałe osiągnięcie. Po screenach wiecie już na pewno, iż całość prezentuje podobny styl co TWD. Co więc w grafice jest takiego niezwykłego? Jakby to powiedzieć... jest jeszcze bardziej... komiksowa. Kolory są żywsze, oświetlenie genialnie wręcz buduje klimat, a tła przypominają po prostu ożywiony komiks. Jednym słowem oprawa wizualna po prostu mnie zachwyciła. Dodam jeszcze, że jeśli macie wybór bierzcie wersję PC ta na X360 (na PS3 nie uświadczyłem żadnych problemów) zalicza dosyć częste spadki płynności co naprawdę wkurza przy rozgrywce.


Pozostaje jeszcze kwestia tego czym karmione są nasze uszy. Muzyka jest świetna, buduje napięcie i od razu zaznaczyła swoją obecność, nie jest to sytuacja kiedy o ścieżce dźwiękowej zapominamy po wyłączeniu gry. Głosy kolejny raz zostały znakomicie podłożone, a aktorzy spisują się na medal. Ogółem warstwa techniczna jest wyśmienita.

Reasumując wciąż czuć dobrą formę studia odpowiedzialnego za The Wolf Among Us. Wiadomo, mamy do czynienia dopiero z początkiem opowieści, ale jeżeli podobna jakość zostanie zachowana później eliminując błędy protoplasty, Telltale znów zostanie obsypane nagrodami. Ja trzymam za nich kciuki.

OCENA: 4/5


ZALETY:

- Duszny, wylewający się z ekranu klimat

- Dialogi i przerywniki

- Postacie intrygujące od pierwszych minut

- Warstwa techniczna

WADY:

- Póki co nie uświadczyłem zbytnich usprawnień w porównaniu do The Walking Dead

- Wersja na X360 jest strasznie niestabilna

- Pierwszy epizod jest mimo wszystko trochę krótki

poniedziałek, 14 października 2013

I love it - Toradora!


Zacznę od tego, że spotkałem się z kilkoma na wskroś negatywnymi opiniami na temat tego anime. Narzekano w nich na wszystko: fabułę, postacie, nawet kreskę. Oczywiście ja mam to kompletnie w nosie i, co już na początku zaznaczę, uważam Toradora! za kawał świetnej historii genialnie przeplatającej sceny dramatyczne z komediowymi bardzo umiejętnie bawiąc się uczuciami widzów. Po prostu mój entuzjazm jest tak wielki, że ciężko go nawet ubrać w słowa, ale spróbuję.